FIAT CINQUECENTO

Fiat Cinquecento to drugi samochód, jaki prowadziłem w życiu. Mając doświadczenie z Polskim Fiatem 126p sądziłem, że przesiadka do nowoczesnego wówczas samochodu będzie niesamowitym przeżyciem, "skokiem cywilizacyjnym". I tutaj rozczarowanie, prowadzenie tego samochodu nie było jakimś pozytywnym szokiem. Wręcz przeciwnie, wolałem jeździć wysłużonym Maluchem niż nowym Cinquecento. Bolączką tego samochodu było niewygodne wnętrze, co przy braku widocznej poprawy osiągów sprawiało, że z tego samochodu nie byłem zbytnio zadowolony. Jedynym jego plusem był fakt, że posiadał bagażnik.


FORD ESCORT

Ford Escort to pierwszy większy samochód przeze mnie prowadzony. Właściwie miałem do czynienia z tym modelem dwukrotnie, po raz pierwszy z kombi z lat 80-tych, po raz drugi z hatchbackiem z połowy lat 90-tych, tym razem z instalacją gazową. Jazda Escortem nie należała do luksusu. Nie wiem czy samochód z instalacją był w tak złym stanie technicznym, czy instalacja była na tyle dobra, że nie było widać różnicy między prowadzeniem samochodu na tych dwóch rodzajach paliwa. W sumie bardzo dobrze jeździło mi się tym razem samochodem z instalacją. Sam samochód nie należał do super konstrukcji, ale doświadczenia z jazdą kombi z dieslem czy instalacją gazową były pouczające. Escort nauczył mnie też jednej, istotnej rzeczy o samochodach marki Ford. Są one niesamowicie podatne na korozję, która w przypadku tej marki pojawia się bardzo szybko i skutecznie pożera cały samochód.


MAZDA 323

Mazda 323 to jedyny samochód z automatyczną skrzynią biegów, jakim jechałem w swoim życiu. Na razie nie chciałbym powtarzać tego eksperymentu. Tych kilkanaście kilometrów jazdy automatem było koszmarne. Dla mnie był to kompletny brak kontroli nad pojazdem, jego przyspieszeniem. Bałem się wyprzedzać, co dla mnie było prawie jak ograniczenie w jeździe. Wydaje mi się także, że samochody z automatyczną skrzynią biegów mają słabsze osiągi, przede wszystkim przyspieszenie w trakcie jazdy.


TOYOTA YARIS

Toyota Yaris to przedziwny samochód. Wychwalany samochodzik, mały ale zwrotny, osiągający w miarę przyzwoite osiągi, tylko dłuższa jazda autostradą nie jest zbyt komfortowa. Yaris ma jedną wadę, wygląd deski rozdzielczej. Tak dziwnego rozwiązania nie widziałem nigdy wcześniej i później. Może można się do tego przyzwyczaić i w dłuższym czasie jeździć takim samochodem, jednak jest to bardzo uciążliwe, szczególnie gdy często zmienia się samochód na auto z tradycyjną deską rozdzielczą. Toyota wymyśliła coś oryginalnego i chyba przekombinowała.


CITROËN C15

Citroën C15 to mój pierwszy samochód służbowy, jak na handlowca ciekawe rozwiązanie. Samochodem tym jeździłem kilka dobrych miesięcy, przez pewien okres był nawet moim jedynym środkiem transportu. Jak na dosyć leciwą konstrukcję, samochodem jeździło się całkiem nieźle. Ciężki, dobrze trzymał się drogi, choć czasami potrafił zsunąć się do rowu. Komfort jazdy nie był najwyższy, a wygląd nie świadczył bardzo dobrze o przeznaczeniu tego auta. Nie był to na pewno samochód na długie trasy, a takie zdarzało mi się nim pokonywać.


FIAT PUNTO

Fiat Punto to drugi samochód służbowy, jakim jeździłem, zrobiłem nim około 100.000 km w ciągu niecałych dwóch lat. Samochodem tym dojechałem praktycznie w każdy zakątek Polski, właściwie nie zawiódł mnie nigdy w trasie. Niestety nie był to dobry samochód, ponieważ jego ograniczeniem były silnik o pojemności 1,2 dm3 oraz wmontowana instalacja gazowa. Choć wcześniej chwaliłem sobie Forda z instalacją gazową, teraz auto wg mnie nie jeździło zbyt dobrze. Dużym mankamentem tego auta było także wyposażenie i wykończenie wnętrza. Jak na samochód tej klasy i tego rocznika wyglądał co najmniej ubogo w porównaniu z konkurencją, np. z Renault Megane. No i jeden główny mankaemt tego samochodu - pokazał mi, że nie mogę długo jeździć pojazdami z napędem na gaz, bo zapach gazu wpływa niekorzystnie na moje samopoczucie w trakcie jazdy.


FIAT PANDA

Fiat Panda w wersji ciężarowej, takim samochodem zdarzyło mi się jeździć kilkakrotnie w pracy. Samochód z silnikiem Multijet o pojemności 1,3 dm3 i z wyciągniętymi tylnymi siedzeniami jest niebezpiecznym narzędziem. Możliwości tego samochodu są wręcz nieograniczone, bardzo dobre przyspieszenie i prędkość 185 km/h jaką osiągnąłem nim na autostradzie to najlepsze wyznaczniki jego potencjału. Ten potencjał jest dla niego jednak bardzo niebezpieczny, gdy masa samochodu, jego szerokość i wysokość sprawiają, że jazda z prędkością powyżej 100 km/h związana jest z dużym ryzykiem. W sumie samochód jest ciekawą konstrukcją, na pewno jednak niewspółmierną do oczekiwań użytkowników. Szczególnie, gdy przypomnę sobie fakt, iż rolę podłogi w przestrzeni bagażowej pełniła płyta pilśniowa ...


ŠKODA FABIA

Škoda Fabia to drugi z używanych przeze mnie sporadycznie samochodów służbowych. Samochód jest w sumie bardzo przyzwoity, jednak jak na standardy długich tras jest trochę niewygodny. Jego bolączką są wysokie siedzenia i dosyć ubogie wnętrze. Samochód prowadzi się w miarę przyzwoicie, jest jednak dosyć oporny, w szczególności w porównaniu z Fiatem Pandą. Na pewno, ze względu na wielkość, jest bardziej bezpieczny. Jest to jeden z dwóch samochodów, nad którymi zastanawiam się w kontekście zakupu nowego (używanego) samochodu.


OPEL INSIGNIA

Opel Insignia, samochód klasy wyższej, a standardem jazdy porównywalny z klasą średnią lub nawet kompaktową. Na pewno ma super silniki i dzięki temu osiągi są nieporównywalne z innymi prowadzonymi przeze mnie samochodami. Także dużo wyższy jest komfort jazdy, dzięki np. skórzanym siedzeniom czy wszechobecnej elektronice. Jednak wsiadając do tego auta oczekuje się dużo więcej. Właściwie nie widzę większej różnicy między prowadzeniem Insigni i chociażby Škody Octavii. Pierwsze wrażenia z jazdy trochę mnie zawiodły, może też dlatego, że jeździłem tym samochodem stosunkowo niewiele w porównaniu z użytkowaną w tym samym czasie Octavią.


ŠKODA ROOMSTER

Škoda Roomster to powrót do jeżdzenia samochodami z silnikiem benzynowym. I w dodatku jeszcze o małej pojemności. Uczucie dla mnie dosyć dziwne, ale pewnie przy dłuższym użytkowaniu przyzwyczaiłbym się do tego. Dodatkowo samochód jest wysoki, dosyć mały i przez to niezbyt stabilny. Jeszcze do tego wydaje się trudnym do manewrowania. Jeżeli już są w nim jakieś mankamenty, to na pewno niewielki jak na minivana bagażnik. Przez bagażnik i silnik samochód jest dobry do miasta, nie sprawdza się przy dłuższej jeździe w trasie. Jego niewielka moc sprawia także, że brakuje mu przyspieszenia. A pozytywy? Na pewno świetnie sprawdza się w mieście i dzięki dużej przestrzeni pasażerskiej wygodnie podróżuje się także na tylnych siedzeniach.


VOLKSWAGEN PASSAT

Volkswagen Passat to powrót do bardzo dobrych czasów Škody Octavii. Ten sam silnik, te same możliwości samochodu sprawiają, że jazda nim daje bardzo dużo przyjemności. Jeszcze jeden pomyślny fakt - samochód mimo 10 lat i ponad 200 tys. przejechanych kilometrów sprawuje się wyśmienicie. W ogóle nie czuć tego w prowadzeniu auta. Świadczy to przede wszystkim o solidności wykonania tego auta i zachęca do zakupu nawet kilkuletniego egzemplarza. Jazda Passatem chyba utwierdziła mnie, że warto postawić nawet na droższe, ale pewniejsze samochody niemieckie, w szczególności koncernu Volkswagen. Dlatego w moje ręce trafiło pierwsze Audi A4.


FORD KA

Ford Ka, gdy usłyszałem, że taki samochód będzie narzędziem małżonki nauki jazdy samochodem, trochę oniemiałem. Czemu właśnie taki samochód, popularnie zwany "żabą"? Przecież ja do czegoś takiego nie wsiądę. Samochód był wiekowy, tani i w fatalnym stanie technicznym. Ale miał klimatyzację i skórzane siedzenia. Wytrzymał pół roku i może 2-3 tys. kilometrów. Choć bardzo rzadko wsiadałem za jego kierownicę, nie powiem żeby to było traumatyczne przeżycie. Jak na takie małe autko prowadził się w miarę dobrze, był zwrotny i zwinny. Im dłużej nim jeździłem, tym bardziej go lubiłem. W sumie było to bardzo ciekawe i rzucające się w oczy autko dla kobiety, i z takim przeznaczeniem zostało kupione. Gdyby nie jego fatalny stan techniczny, pewnie zacząłbym się zastanawiać, czy nie zainwestować trochę w niego i nie doprowadzić do w miarę reprezentacyjnego stanu.


PEUGEOT 207

Zakup Peugeota 207 jako drugiego samochodu w rodzinie, choć nie była to moja inicjatywa i decyzja, był dla mnie trochę podróżą sentymentalną. Jednak 10-ciu lat spędzonych za kierownicą 106-tki nie zapomina się. A jednak ... oczekiwania wobec samochodu były nieco inne niż efekt końcowy. Samochód zupełnie inny niż znana mi 106-tka. Samochód wysoki, wysokie siedzenia, mniej miejsca w środku, zupełnie inna widoczność. Mówiąc wprost, zawiodłem się nową linią Peugeotów. Straciły swoje walory, które jeszcze dekadę wcześniej wyróżniały je spośród wielu samochodów tej klasy. Także silnik, mimo że mocniejszy, wydaje się jakby mniej dynamiczny, jakiś flegmatyczny. Zadowalająco wypada tylko wyposażenie, które nie odbiega od obecnych standardów.


OPEL ASTRA

Opel Astra to kolejny samochód służbowy, który dostałem do dyspozycji. I kolejny samochód, którym sporo przejechałem, zrobiłem nim ok. 30 tys. kilometrów w niecały rok. Pamiętając wcześniejsze problemy, jakie miałem z samochodami służbowymi i ich dostępnością, tym razem nie zdecydowałem się wziąć samochodu do wyłącznego użytkowania. I w sumie dobrze zrobiłem, bo samochód ten nie jest szczytem marzeń. Po prostu minimalistyczne wyposażenie, trochę toporne, odbiegające od standardów. Nawet nieco starszy, niższej klasy Peugeot 207 oferował wyższy komfort jazdy. Za to silnik diesla o pojemności 1,7 dm3 był niesamowity. Posiadał bardzo duże możliwości, jak na takie auto. Przy w miarę przyzwoitym spalaniu potrafił jechać autostradą ponad 180 km/h bez widocznych problemów. Przy dłuższej trasie niski komfort dawał się we znaki.

TOYOTA AURIS

Toyota Auris Hybrid to dwie nowości w jednym. Samochód z silnikiem elektrycznym i równocześnie samochód z automatyczną skrzynią biegów. I fatalne wspomnienia. Nie wiem, czy bardziej wpłynęła na to skrzynia biegów, która mi nie pasowała, czy może silnik hybrydowy. Jazda z silnikiem hybrydowym to nic atrakcyjnego, nie pali w mieście mniej niż powinien, nie jeździ się nim lepiej niż normalnym. Właściwie plusem może być tylko cisza, ale i to nie zawsze może być pozytywne. Szczególnie w sytuacjach, gdy praca silnika informuje, że się zbliżamy. Odnośnie automatu, to raczej nie jest mocną stroną Toyoty. Przyspieszanie tym samochodem to ciągle wyjący silnik i brak zmiany przełożenia. Trzeba było puścić pedał gazu, żeby nastąpiło przełączenie na wyższy bieg. Było to bardzo uciążliwe, bo chwilowe puszczenie gazu nie przekładało się na zmniejszenie obrotów, a dłuższe puszczenie gazu to znaczne zmniejszenie obrotów, a tym samym prędkości. Więc mimo ekonomicznej i cichej w założeniu hybrydy jeździło się głośnym i słabym silnikiem benzynowym. A sama Toyota Auris? Jak na samochód tego segmentu z roku 2015 to nie powalał wyposażeniem i wykończeniem. Ponownie, po Toyocie Yaris, zawód z korzystania samochodu tej marki.

FORD FIESTA

Chwilowy brak własnego samochodu sprawił, że zmuszony byłem korzystać z pożyczonego, prawie 20-letniego Forda Fiesty. Wydawać by się mogło, że po doświadczeniach z samochodami wyższej klasy, dużo młodszymi i często z mniejszym przebiegiem, przesiadka do takiego samochodu będzie koszmarem. I ja miałem takie obawy, głównie myślałem, że sobie nie poradzę w ruchu. Jednak to będzie jazda samochodem, który nie jest szybki, nie jest w pełni sprawny, bo samochód z takim wiekiem nie może być w pełni sprawny, a przede wszystkim nawyki sprawią problemy. A jednak byłem mile zaskoczony. Powiem szczerze, prowadzenie tego samochodu sprawiło mi wiele radości. Pierwszy raz od dłuższego czasu prowadziłem samochód, w którym wszystko zależało ode mnie, nie zaś od elektroniki. Skrzynia biegów ręczna, nie automatyczna, silnik benzynowy, nie elektryczny, brak tempomatu, systemu start/stop, wycieraczki i światła włączane samemu, nic nie piszczy, gdy zbliżam się do przeszkody podczas parkowania, nawet kluczyk trzeba było przekręcić nie tylko w stacyjce, ale w drzwiach. Świat poszedł do przodu, a frajdę sprawiają proste rzeczy.

FORD TRANSIT CUSTOM

Zdarzyło mi się pożyczyć na jeden wyjazd samochód dostawczy. Miał to być minivan, dostał się spory van. Spory, bo dziewięciomiejscowy samochód, który bardziej przypominał samochód dostawczy niż mały i zgrabny samochód osobowy o większej niż przeciętnie powierzchni bagażowej. A że przyszło mi przejechać nim w dwa dni nieco ponad 2 tys. km, głównie autostradami, to mogłem ocenić możliwości takiego samochodu. I pierwsza rzecz, jaka rzuciła mi się w oczy, to spalanie benzyny. Może i przejedzie na jednym baku tyle samo, co używane na tej samej trasie osobówki, ale jeden bak to ok. 20 litrów benzyny więcej. Także osiągi nie są zachwycające. Może i potrafi osiągnąć 150 czy 160 km/h, ale przyspieszenia na słowo honoru. I najważniejsze, komfort jazdy. Wysoki samochód, podatny na wiatr i pęd powietrza innych samochodów, siedzi się w nim jak na krześle, nie zaś jak w samochodzie. Po dotarciu do celu cieszyłem się, że mogłem go oddać. Jak dla mnie katastrofa, szczególnie przy długich trasach. Korzystać tylko, kiedy trzeba.

KIA SOUL

Kia Soul wpadła mi w ręce na jeden wyjazd, ale prawie 300 km na różnych drogach pozwala mi ocenić ten samochód. Warto zaznaczyć, że był to samochód z instalacją gazową, co także miało wpływ na poruszanie się tym pojazdem. Zacznę od tego, że rzadko zdarza mi się jeździć samochodem na gaz i wiele mankamentów będę zrzucał na paliwo. Na pewno brakowało temu autu mocy, zarówno jak jechał na gazie, jak i na benzynie. Jednak kształt samochodu i środek ciężkości są w tym aucie bardzo specyficzne, co być może miało wpływ na osiągi samochodu. Także jak dla mnie komfort jazdy tym samochodem nie był najlepszy, jednak wysoko umieszczone siedzenie i kształt przede wszystkim tylnej części samochodu robią swoje.

CITROËN C3

Poszukując wakacyjnego samochodu zdecydowałem się na samochód marki Citroën. Samochód musiał spełniać jeden podstawowy warunek - być w miarę tanim w wypożyczeniu i eksploatacji. Okazał się bardzo dobrym wyborem. Samochód spisywał się wyśmienicie, a co najważniejsze, zaskoczył mnie pozytywnie. Nie spodziewałem się, że tej klasy auto będzie tak fajnie się prowadziło. Owszem, było prawie nowe, jednak jakość jazdy tym autem porównałbym do samochodów wyższej klasy, np. Toyoty Auris. Przede wszystkim samochód był bardzo dynamiczny, jak na niewielki silnik. Samochód był także bardzo wygodny, dłuższe fragmenty na autostradzie nie męczyły, wręcz przeciwnie, sprawiały dużo przyjemności. Także wyposażenie samochodu okazało się bardzo dobre, często przekraczające standard aut tej klasy.

KIA SPORTAGE

Przed kolejnym wypożyczeniem samochodu, zastanawiałem się, jaki samochód byłby najlepszy do przetestowania pod kątem ewentualnego zakupu. Wybór padł na crossovera lub SUV-a. W końcu wypożyczony został SUV. Nie wiem, czy Kia Sportage jest najlepszym przykładem tego typu aut, w tym momencie wyboru większego nie miałem. Ale po przejechaniu ponad 3,5 tys. kilometrów w 10 dni przyszło wielkie rozczarowanie. Po pierwsze z samego SUV-a, po drugie z kolejnego modelu marki Kia. Nie spasował mi SUV jako taki, nie za bardzo odpowiadała mi jego charakterystyka, nie czuło się komfortu samochodu osobowego. Na pewno nie jest to samochód, którym można komfortowo jeździć po drogach. W terenie nie dane mi było go sprawdzić, więc nie mogę tego ocenić. Na pewno zakup SUV-a nie wchodzi teraz w grę. Także po raz drugi w tym roku zawiodłem się na modelu marki Kia. Samochód z nie najgorszym silnikiem, benzyna o pojemności 1,6 litra, nie sprostał moim oczekiwaniom na drodze. Podczas jazdy czuło się całkowity brak mocy, a najczęstszą rzeczą, jaką musi robić kierowca, jest manewrowanie skrzynią biegów. Dynamika tego samochodu przeraża, czasami człowiek zastanawiał się, czy w ogóle wyprzedzać, czy samochód nie stanie w trakcie tego manewru. No i nie jest to ekonomiczna jednostka. Cóż, w przyszłości raczej będę unikał samochodów tej marki.